Miałam wczoraj doła, generalnie dalej mam, ale to szczegól. Tak mi było źle, że myślałam, że będę krzyczeć. Poszłam z qmpelami zanieść zamówienie do Avonu, a tak mi sie niechciało, że miałam ochotę to wywalić do śmietnika i pójść sobie gdzieś, gdziekolwiek. One oczywiście chciały pochodzić po sklepach, dobra... weszłyśmy do jakiej pumy, czy co (dziwne ciuchy z paskami itd.). No i nie wytrzymałam, chamsko sobie poszłam. Odwiedziłam empik i zobaczyła, że jes gazetka z 6 płytowym wydaniem FreeBSD yyy... muszę mieć. W piątek starsza kasę da, to kupię. Potem poszłam na autobus i pojechałam do domu. Czemu miałam doła? A raczej czemu miałam nasilenie symptomów mojej gothyckiej wiosenno-letnio-zimowo-jesiennej deprechy? Proste, bo nikt mnie nie kocha. Tyle.