Nawet pełnia dzisiaj nie jest.
Anioła wygoniłam wcześnie, bo nie chciałam, żeby tu był. Było bardziej niż pewne, że zrobiłabym coś głupiego. Wymigałam się tym, że niby jestem zmęczona i chcę spać. Nie prawda, od początku wiedziałam, że spać nie będę. Jutro (dzisiaj?) mam na 7, więc spokojnie sobie z rana wyjdę. Nie będę żywa (będę nie żywa?) ale to nic. Dobrze, że nie mam współlokatorki. Wściekłaby się.
Cholera, nawet w takim stanie myślę najpierw o innych, a dopiero potem o sobie. A przecież chciałabym na kogoś nawrzeszczeć, powiedzieć, jaki jest beznadziejny, głupi i jak go nienawidzę, tak dla pozbycia sie negatywnej energii. Bardzo się dzisiaj powstrzymywałam, nawet zaprosiłam Anioła na obiad (kurczak i ryż basmati z czerwoną soczewicą), żeby trochę wyrównać moje złośliwości.
Kumulowanie uczuć w sobie sux. Mam ochotę ubrać czarną sukienkę, zrobić mocny makijaz i wyjść. Tyle, że nie ma gdzie. Do takiej Kreślarni, czy innego Kwadransu nie wparuję, bo facjata mi jeszcze miła.
Dziś łączę się duchowo z Anną Varney. Całą noc słucham Sopor Aeternus.
Czasami zdaje mi się, że mam takie swoje Ensemble of Shadows. Coraz częściej. To złe.
Wiem, co by przyniosło mi ulgę, ale obiecałam... ewentualnie jeszcze jedno, ale nie ma Go tu.
Zaczątki choroby psychicznej ( a może już stadium agonalne?). Nie dawajcie mi prozacu, bo będę miała siłę. Swoją drogą, dobry pomysł na tekst piosenki jakiegoś über mrocznego zespołu gotyckiego.
Nie dawajcie mi prozacu
Bo będę miała siłę
Skończyc co zaczęłam
Co zaczęli bez mojej zgody
Przerwać
Nie dawajcie mi prozacu
Bo to da mi siłę
I energię
By nie kochać
By nie śnić
By nie trwać
Nie istnieć
A po drugiej stronie lustra zasmuca inna rzecz. Dlaczego człowiek nie może tak po prostu przestać żyć? Nie chodzi tu o samobójstwo, tylko poprostu o postanowienie.
Czy modlenie sie o smierć to grzech? Jeśli tak, to jestem najbardziej grzeszną osobą na świecie. Tyle osób zadowolonych z życia ginie w wypadkach, wcale tego nie chcąc, więc czemu nie ja, kiedy ja naprawdę chcę. To jakiś okrutny żart chyba.
Nie chodzi o to, żeby sie zabić. Żeby to było takie proste. Ja mam za bardzo narąbane w duszy, żeby to zrobić. Jaki problem podebrac leki na nadciśnienie? Żyletki to żaden kłopot. Powiesić też mam sie na czym i gdzie.
Cicho na palcach
I cicho cicho
Idę
Obserwuję
Żywych szczęśliwych żywych
Podpatruję
Szczęśliwa żona
Mąż bije po cichu
Szczęśliwa dziewczyna
Gwałtu nie widać
Szczęśliwe dziecko
O wujku się nie mówi
Szczęśliwa ja
Co z tego
Że uśmiech
Wycięty brzytwą?
Damiś... hoop cola nie smakuje jak krew.
Z nadzieją na wieczny sen. Ja.
Anioła wygoniłam wcześnie, bo nie chciałam, żeby tu był. Było bardziej niż pewne, że zrobiłabym coś głupiego. Wymigałam się tym, że niby jestem zmęczona i chcę spać. Nie prawda, od początku wiedziałam, że spać nie będę. Jutro (dzisiaj?) mam na 7, więc spokojnie sobie z rana wyjdę. Nie będę żywa (będę nie żywa?) ale to nic. Dobrze, że nie mam współlokatorki. Wściekłaby się.
Cholera, nawet w takim stanie myślę najpierw o innych, a dopiero potem o sobie. A przecież chciałabym na kogoś nawrzeszczeć, powiedzieć, jaki jest beznadziejny, głupi i jak go nienawidzę, tak dla pozbycia sie negatywnej energii. Bardzo się dzisiaj powstrzymywałam, nawet zaprosiłam Anioła na obiad (kurczak i ryż basmati z czerwoną soczewicą), żeby trochę wyrównać moje złośliwości.
Kumulowanie uczuć w sobie sux. Mam ochotę ubrać czarną sukienkę, zrobić mocny makijaz i wyjść. Tyle, że nie ma gdzie. Do takiej Kreślarni, czy innego Kwadransu nie wparuję, bo facjata mi jeszcze miła.
Dziś łączę się duchowo z Anną Varney. Całą noc słucham Sopor Aeternus.
Czasami zdaje mi się, że mam takie swoje Ensemble of Shadows. Coraz częściej. To złe.
Wiem, co by przyniosło mi ulgę, ale obiecałam... ewentualnie jeszcze jedno, ale nie ma Go tu.
Zaczątki choroby psychicznej ( a może już stadium agonalne?). Nie dawajcie mi prozacu, bo będę miała siłę. Swoją drogą, dobry pomysł na tekst piosenki jakiegoś über mrocznego zespołu gotyckiego.
Nie dawajcie mi prozacu
Bo będę miała siłę
Skończyc co zaczęłam
Co zaczęli bez mojej zgody
Przerwać
Nie dawajcie mi prozacu
Bo to da mi siłę
I energię
By nie kochać
By nie śnić
By nie trwać
Nie istnieć
A po drugiej stronie lustra zasmuca inna rzecz. Dlaczego człowiek nie może tak po prostu przestać żyć? Nie chodzi tu o samobójstwo, tylko poprostu o postanowienie.
Czy modlenie sie o smierć to grzech? Jeśli tak, to jestem najbardziej grzeszną osobą na świecie. Tyle osób zadowolonych z życia ginie w wypadkach, wcale tego nie chcąc, więc czemu nie ja, kiedy ja naprawdę chcę. To jakiś okrutny żart chyba.
Nie chodzi o to, żeby sie zabić. Żeby to było takie proste. Ja mam za bardzo narąbane w duszy, żeby to zrobić. Jaki problem podebrac leki na nadciśnienie? Żyletki to żaden kłopot. Powiesić też mam sie na czym i gdzie.
Cicho na palcach
I cicho cicho
Idę
Obserwuję
Żywych szczęśliwych żywych
Podpatruję
Szczęśliwa żona
Mąż bije po cichu
Szczęśliwa dziewczyna
Gwałtu nie widać
Szczęśliwe dziecko
O wujku się nie mówi
Szczęśliwa ja
Co z tego
Że uśmiech
Wycięty brzytwą?
Damiś... hoop cola nie smakuje jak krew.
Z nadzieją na wieczny sen. Ja.
Komentarze