Był sobie kiedyś mały piesek. Mieszkał z właścicielem, który go kochał, i którego on, z całego swojego malutkiego serca kochał. Myślał, że juz zawsze będzie mu ciepło i bezpiecznie, ale pewnego dnia jego ukochany właściciel zaczął go odsuwać go od siebie kiedy przychodził się przytulić. Właścicel powoli zapominał o piesku, traktując go jak powietrze, a kiedy chciał sie na kims odegrac za cos, to wyberał pieska. Piesek nie rozumiał, nie był w stanie pojąć, co takiego zrobił. Myślał, że może tak żyć, ważne, że będzie przy ukochanym panu. Jednak pewnego dnia pan kopnął pieska. Biedny został tak skrzywdzony, nie fizycznie, ze sto tysięcy razy wolał, aby to jacyś chuligani skopali go do nieprzytomności. Piesek wyszedł z domu oszołomiony. Ciągle potem liczył na to, że pan po niego przyjdzie, przygarnie spowrotem i przekona, że tamto to był tylko zły sen.
Piesek czekał i czekał, a robiło się coraz zimniej.