Kurde no... ręce opadają :P
Wczoraj zrobiłam sobie na kolację marchewkę gotowaną. I w pewnym momęcie garnek zniknął mi z oczu, tzn. juz po zjedzeniu, ale jeszcze trochę zostało w środku. Dzisiaj się dowiaduję, że jakaś intelygencja wszechświatowa wyrzuciła tą marchewkę do zlewu zatykając go. I to nie jest jeszcze najgorsze.
Trzech chłopów wdomu, a Riel musiała przyjść i zlew odetkać... może jeszcze gwoździk wbić? :-/