Dzisiaj nastapiło nałożenie się dwuch wymiarów. Wszystko zaczęło się od nieszczęsnego czytnika kodów. Ale może lepiej wszystko od początku.
Nie chciało się mi i Radkowi siedziec w klubie dzisiaj i wysłuchować jakichs kłutni z Pania Batą więc poszliśmy do Carefoura na zakupy. Były tam fajne długie łyżeczki, ale niestety nie było na nich ceny, więc chciałam sie dowiedzieć ile kosztują za pomocą czytnika kodów, który niestety nie potrafił odczytac kodu z łyżeczki, którą wzięłam :( Na szczęście Radkek wziął inną, popukał nią w czytnik i sie dowiedzieliśmy :P. Całkiem nieświadomi cosmy uczynili, skończyliśmy zakupy i udalismy sie na pobliski przystanek na 2 żeby dojechać na Rokosowo do chaty. 2 stręciła na skrzyzowaniu koło ratusza, co jest teoretycznie niemożliwe, bo zawsze jedzie prosto. Dojechaliśmy na droge wylotowa z Koszalina do Darłowa. Nie dzięki, nie chcieliśmy do Sianowa dojechać :P. Wróciliśmy się pod Chasiora, żeby złapać 12. Podczas przechodzenia przez pasy zobaczyliśmy autobus widmo, bez żadnego oznakowania, jechał sobie brz świateł... 12 nie było, ale podjechała 14, BTW nie o tej godzinie co powinna, więc wsiedliśmy i dojechaliśmy pod Lidla. Tam czekalismy na 2 i znowu zobaczyliśmy autobus widmo. W pewnym momencie nadjechała 2 (tez trochę niezgodnie z rozkładem), która po wejściu do niej okazała się 15 (skąd 15 w tym miejscu?!!). Doszliśmy do wniosku ze przyległe wymiary różnią się rozkładem mzk :P.
