Od jakiegoś czasu znajduję się w dziwnym stanie. Z jednej strony mam ochotę krzyczeć, robić coś, a z drugiej wklepać shutdown -h now i zaszyć się gdzieś i nie wychodzić co najmniej przez miesiąc.
Mam też ochotę zabrać aparaty i pofocić, jak jeszcze jest tak ładnie i biało, tylko problem jest taki, że jak już się zbiorę, to przy drzwiach się rozmyślam.
Po wielu przemyśleniach (tak, zdarza się...) doszłam do wniosku że i tak muszę coś robić, bo zwariuję. Wymyśliłam, uwaga uwaga... że zrobi sie tu bardziej technicznie.
Jestem w trakcie załatwiania sobie maszynki, a jak już bedzie, to będę opisywać każdą zboczoną rzecz jaką z nią zrobię :D
Zawsze wydawało mi się, że niektóre osoby będą trwały niezmiennie. Mimo tego ludzie odchodzą. Kto teraz powie mi "słoneczko, miło Cię widzieć"?
